Zdjęcie twarzy po pijackiej bijatyce.

Dlaczego przestałem pić alkohol?

Pisząc o alkoholu warto przypomnieć sobie genialny film Marka KoterskiegoWszyscy jesteśmy Chrystusami. Sam w swoim życiu zaliczyłem sporo upadków spowodowanych alkoholem, mniej lub bardziej spektakularne. Efekty jednego z tych bardziej możecie zobaczyć na zdjęciu powyżej.

Kiedy zaliczyłem glebę na schodach podstawówki podczas wesela mojego przyjaciela, postanowiłem nawet przestać pić. Trwało to chyba pół roku i wiązało się z tym, że przestałem uczęszczać na imprezy. Aż podczas wiosennego ogniska nad jeziorem, wróciłem do normalności.

Kiedy tylko nie mogłem pić na imprezach okolicznościowych, przybierałem grobową minę, z niecierpliwością wyczekując na jej koniec. Nie wiedzieć czemu, przekonałem samego siebie, że alkohol jest jedynym sposobem na dobrą zabawę i bez niego jest ona po prostu niemożliwa. Przyszło mi żyć w tym przekonaniu jakieś dwadzieścia lat. Aż pewnego dnia zdecydowałem, że nie chce już więcej pić.

Znowu o Ayahuasce

Słyszałem historie o ludziach wychodzących z nałogów za sprawą tego wywaru. Nie żebym uważał się kiedykolwiek za osobę uzależnioną od alkoholu. Po prostu miałem problemy z zachowaniem umiaru, co czasem prowadziło do sytuacji, za które dzisiaj się po prostu wstydzę. Tak czy inaczej moja przygoda z Ayahuascą nie miała nic wspólnego z alkoholem i kiedy zdecydowałem się wziąć udział w ceremonii, nie miałem żadnych oczekiwań z nim związanych.

Co ciekawe moje ciało po spożyciu Medycyny przeżywało podobne katusze jak po wypiciu zbyt dużej dawki alkoholu. Kręciło mi się w głowie, wymiotowałem i nie mogłem dojść do samochodu, którym odwieziono mnie do hotelu. Ciągle też szukałem telefonu, który miałem w plecaku. Brzmi znajomo? Na miejscu dopadła mnie jeszcze biegunka, której alkohol chyba nigdy mi nie zafundował. Co się jednak w tym czasie działo w mojej głowie, tego żadne procenty nigdy zaoferować mi nie mogły.

Ayahuasca != Alcohol, a też na „A”

To jednak stan z dnia następnego świadczy o tym jaka przepaść dzieli te dwa napoje. Ból głowy, wrażliwość na dźwięki i cała masa innych fizycznych symptomów kaca jest pewnie znana i Tobie. Idziesz do kuchni i wkurwiona mina partnerki mówi Ci, że rozchodniaczki można było sobie jednak odpuścić. Nie pamiętasz co się dokładnie stało i wolisz nie pytać.

Dzień przed ceremonią tradycyjnie przegiąłem. Wieczorem czasu Brazylijskiego, czyli późną nocą w Polsce, napisałem żonie wiadomość, że wychodzę do szamana i tak się urwał ze mną kontakt. Przez halucynacje nie byłem w stanie obsłużyć telefonu, a moja zmartwiona wybranka nie mogła usnąć, próbując się ze mną skontaktować. Po kilku godzinach usłyszałem telefon i zdołałem napisać „I mnie jest 4”. Tak naprawdę w Brazylii była jedenasta, czwarta była w Polsce. To jednak wystarczyło by uspokoić moją żonę i pozwolić jej zasnąć

Przebudzenie

Kiedy w końcu obudziłem z podróży, przepełniało mnie tak gęste poczucie miłości, że mógłbym je kroić nożem. Zalałem nią małżonkę i szybko mi wybaczyła. 😊

Kochałem wszystko i wszystkich, a co najważniejsze kochałem siebie i swoje ciało. Podczas ceremonii zdałem sobie sprawę, że mój organizm nie jest tak naprawdę mój. Kiedy mój umysł podróżował po różnych wymiarach wszechświata, zdezorientowane ciało przeżywało męki reagując przyspieszonym oddechem drgawkami i gorączką. Wracałem wtedy na chwilę, żeby zwolnić oddech i je uspokoić, po czym ruszałem w dalszą podróż. I tak kilkukrotnie. Zdałem sobie wtedy sprawę, że moja świadomość jedynie mieszka w ciele, które nie jest moją własnością, tylko moim gospodarzem i jeżeli będę o nie dbał, to będzie mi się lepiej w nim mieszkało.

Chociaż uczucia związane ze spożyciem Ayahuasci bledną z czasem, ta myśl pozostała ze mną do dzisiaj i dlatego właśnie nie zamierzam już pić alkoholu.

Plus i minusy

Im dłużej nie piję, tym więcej plusów dostrzegam:

  • Nie muszę się już martwić jak wrócić z imprezy.
  • Nie muszę się też martwić, gdy muszę coś zrobić lub gdzieś pojechać na drugi dzień.
  • Kac nie powstrzymuje mnie przed wykonaniem porannych ćwiczeń.
  • Mam o wiele więcej czasu i wspomnień. Jeden dzień picia wiązał się dla mnie zwykle z dwoma dniami wyjętymi z życia.

Jest jednak kilka minusów, w większości związanych z reakcją osób pijących:

  • Ludzie często traktują mnie jak trędowatego (kto nie pije, ten kapuje).
  • Osoby, które jeszcze się nie pogodziły z tym, że nie zamierzam już pić, próbują mnie przekonać jaki to świetny pomysł. Podobno pomaga, jak powiedz, że jesteś niepijącym alkoholikiem. 😉
  • Ludzie często dziwnie się czują pijąc w towarzystwie osoby niepijącej.
  • Po całej nocy tańczenia bolą mnie plecy. Nie wiedziałem, że alkohol to aż tak dobry środek znieczulający.
  • Na trzeźwo nie mogę znieść Disco Polo

Na zdrowie!

Myślę, że dosyć dobrze wyjaśniłem swoje motywacje niepicia. Jeśli jednak potrafisz pić z umiarem i dobrze się przy tym bawić, to świetnie! Tak trzymać! Jeśli nie potrafisz pić z umiarem i zdarzają Ci się wypady na miasto ze szwagrami i przyjaciółmi, które kończą się jak na zdjęciu, to życzę Ci zdrowia, dużo zdrowia. 🍻🥂

Jeśli podobał Ci się ten wpis i chciałbyś mi pomóc w rozwijaniu bloga, powiedz o nim swoim znajomym i udostępnij na mediach społecznościowych. Dziękuję!

error

2 thoughts on “Dlaczego przestałem pić alkohol?”

  1. Przechodziłem przez coś takiego i było (dla mnie) mega chujowe. Jak po długim czasie już codziennie nie miałem ochoty się najebać to poczekałem jeszcze kilka miesięcy i od tego czasu rozsądek dyktuje, a nie alkohol. Przez ponad rok nie straciłem panowania (co było wcześniej cokilkudniową normą) i mam zamiar to ciągnąć. Przerwa była konieczna, ale zajebiście męcząca.

    Psychodeliki takie jak meskalina, psylocy(bi)na, LSD, DMT mają to do siebie, że potrafią podświadomie na wiele miesięcy albo na stałe zablokować autodestrukcyjne decyzje. Człowiek kochający szlugi i alko nagle zdaje sobie sprawę, że to trucizny i zaczynają go odpychać. Jeśli tak jest w Twoim przypadku i za jakiś czas zacznie Cię ciągnąć do wódy – spróbuj mikrodawkowania (da się legalnie) zamiast iść w pełny haj.

    1. Szymon "Dagryl" Pałczyński

      Nie wiedziałem, że mój wpis wybrzmi tak dramatycznie, ale to pewnie przez to zdjecie. 🙂
      Moje niepicie, to nie jest ciągła walka z samym sobą, ale dokładnie tak jak piszesz, zdałem sobie sprawę, że alkohol nic mi nie daje, a sporo zabiera. Jak mam ochotę wypić, to biorę łyczka wina od żony i szybko mi przechodzi. Jeśli znowu zbłądzę to wybiore sie na tydzien do Peru, nawet jeśli nie zbłądzę to i tak mam to w planach.
      Dzięki za komentarz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *